Strona główna Historia Baza ludzi umarłych…

Baza ludzi umarłych…

663
0
PODZIEL SIĘ
Opuszczony kościół ewangelicki

Dolny Śląsk do dziś kryje w sobie wiele tajemnic, zapewne dlatego lubimy tak często tam wracać. A może po prostu niesamowity klimat poniemieckich wsi i miasteczek przyciąga nas jak ćmę do płomienia świecy? Ludzkie siedliska rozrzucone wśród gór i pogórzy, miasta ukryte wśród kotlin, zapomniane kolonie zarastające bukowym lasem, no i ludzie – repatrianci przesiedleni tu z Kresów Wschodnich po zakończeniu wojny. Wszystko to tworzy urzekającą atmosferę z pogranicza teraźniejszości i przeszłości, legendy i rzeczywistości, jawy i snu, pełną historii dawnych, wzniosłych i tragicznych a często też całkowicie zwykłych, przyziemnych ale osobistych. Każdy kościół, zamek, pałac czy choćby wiejskie gospodarstwo stało się milczącym świadkiem wielu zdarzeń, które nierzadko uległy zatarciu w mrokach dziejów. Właśnie do jednego z takich miejsc, dane nam było zawitać w pewien ponury, listopadowy dzień.

Kapliczka przydrożna

Marcinków (niem. Martinsberg), bo o nim mowa, to wymierająca wieś w Masywie Śnieżnika. Ulokowano ją na południowo-wschodnich stokach pasma Krowiarek, w malowniczej dolince górskiego potoku Waliszowska Woda. Osada powstała najprawdopodobniej w średniowieczu jako wieś gwarecka – wydobywano tu srebro oraz galenę dla pozyskania ołowiu, a z czasem zaczęto wytapiać szkło. Wybudowano również kościół św. Marcina i ulokowano przy nim cmentarz. Przez kolejne wieki miejscowość rozwijała się systematycznie, aż do wybuchu wojny trzydziestoletniej, która przetoczyła się przez Dolny Śląsk w pierwszej połowie XVII w. Zniszczenia wojenne spowodowały, że ożywienie gospodarcze nastąpiło dopiero po upływie niemal wieku. W XVIII stuleciu odbudowano splądrowany w czasie wojny kościół oraz uruchomiono nową kopalnię wraz z hutą. Jeszcze w wieku XIX prowadzono tutaj wydobycie, jednak z biegiem lat wieś traciła na znaczeniu. Wraz z wybuchem Wielkiej Wojny, jej mieszkańcy, jako obywatele Rzeszy Niemieckiej ruszyli na fronty I wojny światowej. 13 z nich nigdy nie powróciło do domów, oddając życie za kraj. Na ich cześć, naprzeciw kościoła, w 1920 roku ustawiono monument upamiętniający poległych mieszkańców Martinsbergu. Niemiecka społeczność zamieszkiwała osadę jeszcze do 1945 roku, kiedy to tereny te, po zakończeniu II wojny światowej znalazły się w granicach Polski.

Sztolnia

Po wysiedleniu z Martinsbergu rodowitych mieszkańców, zasiedlono wieś polskimi osadnikami i zmieniono jej nazwę na Marcinków. W latach 50-tych, podobnie jak w innych częściach Sudetów, prowadzono tu poszukiwania uranu. Niewielkie ilości rudy jakie odnaleziono nie nadawały się do wydobycia – eksploatacja tak małych złóż nie miała żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Z roku na rok miejscowość zaczęła się wyludniać a większość porzuconych domów i gospodarstw uległa dewastacji. Aktualnie zamieszkałe są dwa gospodarstwa a w roku 2011 Marcinków zamieszkiwało jedynie 6 osób.

Nagrobek

Jednak do dziś w dolinie Waliszowskiej Wody odnaleźć można pozostałości dawnych czasów. Pośród drzew, wśród zarośli, majaczą resztki ścian domostw zbudowanych z łupka. Pod zeschłymi liśćmi i kępami traw, kryją się nierzadko wejścia do ciemnych, wilgotnych piwnic a na brzegach górskiego strumienia sterczą kikuty starych, zbutwiałych mostków. Na szczycie góry, u stóp której rozłożył się niegdysiejszy Martinsberg, stoją ruiny kościoła z niewielkim cmentarzykiem. Wśród drzew i krzewów odnaleźć można jeszcze stare nagrobki, płyty zapisane piękną czcionką, niemieckie nazwiska i daty jeszcze z XIX wieku. A naprzeciw cmentarnej bramy, stoi samotny głaz, pomnik, pamiątka po dawnych mieszkańcach poległych w Wielkiej Wojnie. I tylko samotny znicz wskazuje, że ktoś o nich jeszcze pamięta, choć sam Marcinków popada w zapomnienie…

Z Marcinkowem i okolicznymi wsiami wiąże się jeszcze jedna, bardzo ciekawa historia. A mianowicie, na początku lat 50-tych do Bazy Transportowej w niedalekiej Bystrzycy Kłodzkiej, przybył młody, początkujący pisarz – Marek Hłasko. Zatrudniony jako kierowca, woził m.in. drewno ze zrębów w okolicznych górach. Często podróżował przez wsie z pogranicza Gór Złotych, Bialskich i Masywu Śnieżnika. Trzeba pamiętać, że wówczas tereny te były stosunkowo słabo zaludnione, z Ziem Odzyskanych wysiedlano ludność niemiecką jeszcze do końca lat 40-tych i trwało nadal zasiedlanie regionu polskimi osadnikami. Często w pierwszej kolejności na Ziemie Zachodnie trafiali życiowi wykolejeńcy, którzy po wojnie szukali swojego miejsca w życiu. Właśnie w takie środowisko trafił Marek Hłasko. Dzięki przeżyciom i doświadczeniu zdobytym w trakcie pracy w tych okolicach, w umyśle pisarza zrodziła się idea napisania jednego z najbardziej znanych dzieł autora – “Następny do raju”. Na jego kanwie powstał głośny film pt. “Baza ludzi umarłych” z Emilem Karewiczem, Leonem Niemczykiem i Tadeuszem Łomnickim w rolach głównych.